Equanin zaplót ł palce
i pokiwa ł głow ą. - Jeszcze nie o ślep łem ani nie og łuchłem - powiedzia ł. - No có ż... - zacz ął Jos. - S ą dzi łem, ż e szybujemy wysoko niczym śmigacz na specjalnie dobranych dla nas harmonicznych, ostatnio jednak Tolk jakby... ostyg ła. - Jak to? Vondar westchn ął. Wszystko w gabinecie Klo mia ło pomaga ć pacjentom si ę odpr ęż yć - wspó łczucie empaty, wystrój jego gabinetu, formokrzes ło dla pacjenta - ale ilekro ć Jos go odwiedza ł, ani razu nie czu ł si ę swobodnie. Nie chodzi ło o to, ż e nie ufa ł mu czy że nie wierzy ł, podobnie jak wielu cz łonków jego rodziny, i ż czytanie w my ślach mo ż e wywiera ć dobroczynny wp ływ na pacjenta. Mia ł wśród przodków i krewnych ca łe rzesze lekarzy, ale wi ę kszo ść z nich negowa ła my śl o leczeniu za pomoc ą terapii umys łowej.